Piotr Ligienza: różne kolory bohatera

Piotr Ligienza (fot. Krzysztof Wellman/TVP)
– Nie ukrywam, że na początku miałem duży stres. Jak jakiś czas temu patrzyłem na te pierwsze odcinki, to widziałem chłopaka, który chciał w każdej scenie zagrać wszystko. Trochę ciężko mi się to ogląda… – mówi Piotr Ligienza, grający rolę Fabiana Dudy w serialu „Ranczo”.

W serialu „Ranczo” występuje Pan od 2007 roku. Teraz Pan jest młodym człowiekiem, a wtedy był  bardzo młodym człowiekiem. To kawał Pańskiego życia. Czy pamięta Pan jak to się zaczęło?

– Oczywiście. Wtedy właśnie skończyłem szkołę teatralną w Krakowie. Przyjechałem do Warszawy na zaproszenie Łukasza Kosa, który reżyserował „Nadobnisie i Koczkodany, czyli Zielona Pigułka” w Teatrze Powszechnym i ówczesnego dyrektora teatru – Remigiusza Brzyka. I jak przyjechałem, tak zostałem. Po pewnym czasie dostałem propozycję zdjęć próbnych do serialu „Ranczo”. Wcześniej nie wiedziałem nawet, że jest taki serial. Czułem, że mi dobrze poszło – była jakaś chemia między mną a Czarkiem Żakiem. Później dostałem telefon, że wygrałem ten casting.

Występuje Pan od 2. sezonu „Rancza”. Łatwo się było w tę ekipę wtopić? Pomagali?

– Zdecydowanie. Nie ukrywam, że na początku miałem duży stres. Gdy oglądam pierwsze odcinki, to widzę chłopaka, który w każdej scenie chce zagrać wszystko. Trochę ciężko mi się to ogląda… (śmiech) Ale mnie to tylko motywuje do pracy a w konsekwencji postać też dojrzewa, też rośnie.

Widzowie z granym przez Pana Fabianem Dudą zdążyli się już zżyć. Jak ta postać się zmieniała?

– Fabian Duda przeszedł drogę od karierowicza, cwaniaka, który na gruncie małej miejscowości chce zrobić karierę, do porządnego faceta, którego tak naprawdę zmieniła miłość. Miał takie cechy jak – grany przez Artura Barcisia – Czerepach. W miarę rozwijania
się serialu zmienia się też Fabian. Myślę, że na początku to nie był prawdziwy on. Ma w sobie pokłady jakiejś dobroci, co udowadnia pomagając ludziom. Chodzi tu o słynne projekty unijne na lata 2007-2014 – Fabian bardzo się w to zaangażował tłumacząc ludziom, jak należy te pieniądze wykorzystać. Ludzie początkowo podchodzili do tego z pewną nieufnością, ale on tę judymową pracę  wykonywał. Fabian szuka też miłości. Obserwowaliśmy jego perypetie z Klaudią i Jagną. To dla mnie duża przyjemność grać tak nietuzinkową postać.

A co można powiedzieć o tym 9. sezonie, który właśnie oglądamy?

– Kluczową sprawą, zarówno dla mojej postaci, jak i ogólnie dla serialu, będzie kampania przedwyborcza. Mój bohater także staje do wyborów. Nasi scenarzyści mają niebywały dar. Historie, które opisują w  scenariuszu, bardzo często mają miejsce w rzeczywistości.
Potrafią połączyć to co się dzieje w serialu z tym, co się dzieje w kraju. W Polsce są wybory, to oczywiście w „Ranczu” wybory też muszą być.
„Ranczo” oglądało ostatnio ponad 7 milionów widzów, co nie każdemu serialowi się przydarza. Co jest źródłem sukcesu?

– Niedawno, chyba po raz setny, oglądałem „Samych swoich”. Zupełnie przypadkowo na to trafiłem, ale obejrzałem do końca. Jest w tym coś co przyciąga – rodzaj żartu, czy jakaś prawda, która bije od bohaterów. Mógłbym do tego porównać nasz serial. Tutaj nie ma ściemy. Jeżeli jest humor, to pojawia się dlatego, że są w życiu takie sytuacje, my widzimy takich ludzi. Nie zawsze jest to w kolorowych barwach, ale tu opowiadamy o tym ciepło. To, co się działo w poprzednich sezonach – jakieś tarcia w urzędzie, układy wójta i do tego kościół – to jest prawdziwe. Ludzie takie rzeczy dostrzegają, bo spotykają się z tym na co dzień. Scenarzyści mają świetny zmysł obserwacji i ubierania tego w konkretne sceny, podane w metaforyczny, mądry sposób. Widzowie to doceniają. To jest im bliskie, a przy tym zabawne.
 
Po raz kolejny rozeszły się plotki o końcu serialu. Ma być jeszcze tylko 10. sezon. Czy to dla Pana byłby szok?

– Nie. Koniec serialu miał nastąpić już wcześniej. Wszystkie rzeczy muszą się w pewnym momencie skończyć.

Tak jak Adam Małysz kiedyś przestał skakać…

– Otóż to. Lepiej, żeby ten serial pozostał w pamięci widzów jako coś wspaniałego. Chodzi o to, żeby widzów nie znudzić. Nie można też za bardzo naginać sytuacji. Jeżeli miałby się skończyć, to byłoby to zamknięcie tematu na wysokim „c”. Ale jak będzie to zobaczymy.

Występowanie w serialu, który jest oglądany przez wielomilionową widownię, musi się wiązać z dużą rozpoznawalnością. Na początku pewnie było to zaskoczeniem, że tak dużo ludzi Pana zna. Jak wyglądają wyrazy sympatii? Jakieś sweet focie z dziewczynami? (śmiech)


– Wszystkie przejawy sympatii traktuję jako wartość dodaną mojego zawodu i jest to bardzo sympatyczne. Zazwyczaj są to prośby o zdjęcie z dedykacją. Staram się odpisywać na każdą.

W Pana przypadku w działalności artystycznej jest i teatr, ale także seriale i film. Czy tak Pan precyzyjnie zaplanował, czy też może szczęśliwie wyszło?

– Cały czas myślę, że moja kariera jest składową różnych czynników. To, że zagrałem w „Ranczu” to był trochę szczęśliwy przypadek. Tak się złożyło, że byłem w Warszawie, ktoś mnie zobaczył i zaprosił na casting. Wiele innych rzeczy, które zrobiłem w życiu, zrealizowało się poprzez przypadkowe zdarzenia. Ja tak chyba po prostu mam, ale czuję zarazem, że ten mój rozwój idzie w dobrą stronę. Mam nadzieję, że będę dostawał ciekawe, trudne zadania.

Czego życzę i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony